--==o==--

Indie

Delhi w smogu

Spodziewaliśmy się, ze stolica Indii o tej porze roku będzie raczej chłodna (coś jak Agra czy Jaipur), ale pomimo tego doznaliśmy lekkiego szoku po przylocie do Delhi. Po wyjściu z samolotu (dotarliśmy około północy) na lotnisku było jakieś 7C. Do tego wszędzie (na zewnątrz i w budynkach) widać było przeraźliwy smog, który na początku wzięliśmy za mgle.

Jak zwykle wzięliśmy z góry opłaconą taksówkę z lotniska, aby szybko się dostać do hotelu. Nie chciało nam się po prostu o 12 w nocy użerać z nagabywaczami, gdyż był to i tak długi dzień dla nas. Niestety taksówkarz nie miał pojęcia o naszym hotelu (tak jak nie miał pojęcia o języku angielskim) i kolejna godzinę błądziliśmy po miescie szukając naszego noclegu. Na dokładkę w hotelu okazało się, ze nic nie wiedzieli o naszej rezerwacji i przez następne kilkanaście minut czekaliśmy aż obsługa hotelowa dojdzie do ładu z rezerwacjami. W końcu dostaliśmy pokój i mogliśmy wreszcie paść.

Następnego dni ruszyliśmy w miasto. Smog, który zaobserwowaliśmy poprzedniej nocy, teraz pokazał nam swoje pełne oblicze. Cale miasto było pokryte szaro-niebieska zawiesina, która powodowała, ze wszystko było jeszcze bardziej szare i jeszcze bardziej smutne. Żeby tego było mało, większość centrum Delhi była w stanie permanentnego remontu. Wszędzie były ogrodzenia, zwężenia, roboty drogowe, remonty elewacji, przedłużanie metra i cholera wie jeszcze co. W związku z tym normalne korki, które i tak są, tym razem były obłędnie wielkie. Wszędzie sznur samochodów poprzeplatany autorykszami i skuterami. Gdzie nigdzie do tego wszystkiego widać ludzi, którzy jak łowna zwierzyna walczą o życie przechodząc przez ulice.

Na początek tego jakże świetnie zapowiadającego się dnia, udaliśmy się na śniadanie w nadziei na wypicie czegoś ciepłego na rozgrzewkę i poczekanie az temperatura na dworze trochę się podniesie. O ile to pierwsze udało nam sie zrobić, o tyle z powodu (znowu!) smogu słonce raczej nie miało szans na ogrzanie miasta. Tak czy inaczej wskoczyliśmy do autorykszy i pojechaliśmy do kompleksu Qutab.

Kompleks ten, wpisany na listę zabytków UNESCO, jest słynny z wielu powodów, ale główne atrakcje to:
- Minaret Qutab - gigantyczna wręcz budowla, mierząca 72,5 metra wysokości i mająca 14 metrów w średnicy przy podstawie. Jest to najwyższy minaret zbudowany z cegły na świecie,
- żelazny pilar, wysoki na 7 metrów i ważący ponad 6 ton. Obiekt ten w porównaniu z minaretem wydaje się być malutki i o wiele mniej spektakularny, ale imponujące jest to, ze został wykonany około 402 roku naszej ery. Podobno nikt nie potrafił czegoś takiego wtedy zrobić, a jednak.

Na miejscu zabawiliśmy jakąś godzinę oglądając budynki i co było równie ciekawe, lokalnych turystów, którzy często koniecznie chcieli mieć z nami zdjęcie. Gdy już porządnie zgłodnieliśmy, udaliśmy się z powrotem do centrum miasta, gdzie dorwaliśmy coś do jedzenia i resztę dnia spędziliśmy włócząc się po Connaught Place. Connaught Place ma charakterystyczny wygląd olbrzymich trzech centrycznych rond z ośmioma ulicami odchodzącymi od nich. Tutaj są sklepy z najlepszymi markami i biura najbardziej renomowanych firm.

Aby uniknąć wszechobecnych korków, do hotelu postanowiliśmy wrócić transportem publicznym. Wcześnie tego samego dnia jechaliśmy już metrem i okazało się ze jest to całkiem wygodny i szybki sposób przemieszczania się po mieście. Jakie było nasze zdziwienie gdy wieczorem dostaliśmy się na stacje. Morze ludzi przelewało się z jednego końca stacji na drugi, a na peronach stały kolejki do dopiero co mających przyjechać pociągów. Co robić... posłusznie ustawiliśmy się w kolejce do naszego metra z nadzieja, ze zaraz przyjedzie, bo ilość ludzi jaka się za nami zaczęła ustawiać rosła w zastraszającym tempie. Jak tylko pociąg przyjechał, cały tłum ruszył. Niby powoli, ale z silą, która nie zna pojęcia 'opór'. Na jakiś metr przed drzwiami kolejki nagle wszystko się zatrzymało. Pomyślałem sobie, ze mamy pecha i
trzeba będzie czekać na następny pociąg - nic z tego! Ludzie za nami nie mieli ochoty czekać na żadne następne pociągi i po chwili kolejka znowu ruszyła, z silą tłoku ubijając wszystkich, łącznie z nami, w środku wagonu. Ścisk był taki, ze nawet nie moglem ruszyć ręka, nie mówiąc już o trzymaniu się czegoś, co i tak nie miało znaczenia, bo po prostu nie dało się upaść. Na szczęście do przejechania mieliśmy tylko jedna stacje i gdyby nie to, ze byliśmy nie daleko wyjścia, nie wiem jak byśmy się wydostali...

Wasz zgnieciony,
Kuba

Indie

Złote piaski Goa

Po całej nocy pociągiem (jechało się całkiem wygodnie) nad ranem dotarliśmy do Margao - głównej stacji kolejowej na Goa. Stad już tylko szybki przejazd taksówką na plaże kolo wioski Agonda i możemy zacząć nasze małe wakacje od wakacji.

więcej...

Indie

Rosyjska ruletka z biletami

W końcu nadszedł czas na opuszczenie głośnego i pełnego życia Mumbaju i udanie się na południe do mekki turystów - Goa. Po drodze był tylko jeden problem: po dwóch miesiącach od zarezerwowania biletów nadal byliśmy na liście oczekujących. A to był jedyny przejazd pociągiem pierwsza klasa - dobrze by było ja zobaczyć. Co robić? Dostaniemy bilety, czy nie?

więcej...

Indie

Trzech idiotów w kinie

Chcąc jakoś inaczej i ciekawie zacząć nowy rok, postanowiliśmy z Asia, ze 1 stycznia wybierzemy się na hinduski film do kina w stolicy Bollywoodu.

więcej...

Indie

Inny nowy rok...

Nowy rok się zaczął i niemal od razu zauważyłem ze coś się zmieniło - moglem się spokojnie wyspać.

więcej...

 
Skocz do:  0   5   10   15   20   25   30   35   40   45   50   55   60   65   70   75   80   85   90   95   100   105   110   115   120   125   130   135   140 
 

Witamy!

W kwietniu 2005 roku zaczeliśmy nowe życie, daleko od domu, rodziny i przyjaciół, czyli w Australii. Na tej stronce możecie śledzić nasze losy - wzloty i upadki (mamy nadzieje, że tych ostatnich będzie nie za wiele).

Asia & Kuba

Jesteśmy tu już:

4 lata, 11 miesiecy, 1 dzien.